24.2.08

Gienkowa notka

Niiic cieeeekawegooo

Notka pisana tylko dlatego, że poprosił o nią Ar. Przy okazji dziękuje za soczek i czekoladę ^^.
Trudno stwierdzić, w jakim stanie jest teraz Ise. Ciągle ma huśtawki nastrojów. Może przenosić góry i wierzy, że Im się uda, a za godzinę we wszystko wątpi.
W szkole też średnio. O matematyce i chemii, a może zwłaszcza o tej ostatniej, lepiej nie mówić. Za to z hiszpańskiego jakby trochę lepiej. Ale Ise postara się już nie uczyć do drugiej w nocy, bo to mimo wszystko jest męczące.
Ostatnio się trochę ożywiła pod względem literackim. Napisała opowiadanie urodzinowe, spłodziło coś dziwnego jak Testament mój version1.2 i udziela się nieco na forum PDS. Jeszcze nie napisała nowej analizy, ani nie zabrała się za akcję PPM, ale chyba Nawczoraj zaczął działać (© by B.). Jednak od września nic nie narysowała.
Jeżeli chodzi o Niego, Ise nie wie. Po prostu nie wie. Ale musi sobie z tym poradzić, bo nikt za nią tego nie zrobi.
A Silna Wola dostaje za dużo pieniędzy i widzi za dużo drożdżówek. Ale ciiii... Nie mówcie o tym Nice.

9.2.08

Tragikomedia przedimprezowo-konspiracyjna w dwóch aktach prozą spisana

Akt I (gdzie Ise wyjaśnia, dlaczego jej źle)

Życie oczywiście pokomplikowało się. Już nawet nie chodzi o szkołę. Ise przychodzi do swojego elitarnego liceum i dowiaduje się nowych rzeczy: a to, że dla jej klasy istnieją cztery siatki godzin, powinni realizować rozszerzoną biologię – o czym nie wiedziała również biolożka – plan się zmieni na gorsze – bo była wicedyrektorka (a która okazała się inspektorem sanitarnym) wyłączyła z użytku dwie sale, o utworzenie której sama zabiegała...
Powoli przestaje ją to dziwić i ruszać.
Do tego dochodzi On. Ise nie wie, o co mu chodzi, czy naprawdę mu zależy i co ma teraz zrobić. Bo jej zależy, dla niej jest ważny i nie chce tego zaprzepaścić. Z drugiej strony nie chce się niepotrzebnie męczyć.
A wczoraj dowiedziała się, że matka chce dobierać jej znajomych. Bo ona „nie cierpi tej dziewczyny, jest nieodpowiedzialna, nic nie reprezentuje”. Nawet nie próbuje jej tłumaczyć, że nie ma racji, bo i tak wie, co usłyszy: jak ty się odzywasz, masz spuścić z tonu. Ise ma się uczyć, ma patrzeć prawa jazdy, że w domu znów palcem nie kiwnie, ma zakończyć z nią znajomość... Nie ważne, że średnią miała 4,18, że naprawdę pomaga w domu oraz jest dorosła i a wolną wolę. Dla mamy to powinna: iść do szkoły, wracać z piątkami, siadać od razu do lekcji (chyba najlepiej do wieczora), pomagać sprzątać, znowu komuś coś haftować, rozmawiać, nie szlajać się i iść spać. No, i najlepiej to przyprowadzić jakiegoś magistra. Tylko że Ise tak nie potrafi. Gdy wróci ze szkoły, to jest zmęczona, bo siedzi w liceum co najmniej do wpół do trzeciej i wraca godzinę jak nie dłużej. Kiedy w końcu dotrze do domu, nie może myśleć o szkole: musi zrobić coś odmóżdżającego. Uczy się o dziewiątej, dziesiątej – wtedy się skupia, uspokaja, jest cicho. Ale teraz o tych godzinach chyba będzie siedzieć na necie – nie będzie słyszeć gderania o tym, że się nie uczy, bo Matka pójdzie spać.
Najchętniej wyprowadziłaby się gdzieś daleko. Tylko pracę jakąś znajdzie, wynajmie coś z Niką i może z kimś jeszcze. I nikt nie będzie jej wmawiał czegoś, czego nie ma.

Akt II (gdzie Ise wyjaśnia, dlaczego czasem jest dobrze)

Choćby dzisiejszy dzień. Ise wraz z koleżankami organizowały B. imprezę urodzinową. O czym ta oczywiście nie wiedziała. A żeby nie dowiedziała się o niespodziance, należało ją wyciągnąć z domu. Tym zajęła się Ise, sprowadzając ją do swojego domu.
Poźniej wracała z nią autobusem na co sobotnie spotkanie całej Bandy, wykręcając się tym, że musi się spotkać z Niką i oddać książkę Potworowi. Następnie wysiadły trzy przystanki wcześniej, by przypadkiem nie być za wcześnie w domu B. Ise nagle załapała chęcią zwiedzania Kamionki, gdyż dostała wiadomość od reszty, że ma jeszcze zatrzymać solenizantkę. Instrukcja ta została powtórzona jeszcze dwa razy, dlatego też łaziły po jakiś bliżej nie znanych polach. B. najpierw spytała, kogo Ise unika, później stwierdziła, że jej nie rozumie i ją strasznie nosi. Ta natomiast odpowiedziała, że spacerem chce tylko odreagować. I że w domu jeszcze nikogo nie ma, bo by zadzwoniły. A nie zadzwoniły, więc albo ich nie ma, albo się jeszcze nie wkurzyły, w związku z czym mogą jeszcze połazić.
Trzeba było widzieć minę B., gdy wchodząc do domu zastała całą Bandę śpiewającą „Sto lat” i wznoszącą toasty szampanem.
Impreza była fajna – zeżarto tort zwany Józkiem, tosty, sałatkę z tuńczyka (robota Ise) i oczywiście raczono się szampanem oraz herbatą. Nie należy również zapomnieć o prezentach m. in. opowiadaniach. W kręgach zbliżonych do Ise tradycją stało się napisania teksty specjalnie dla solenizantki. Swój rzecz jasna kończyła tworzyć wczoraj w Macu, a przepisała go wczoraj krótko przed północą. Na imprezie miziano również Potwora. Niestety, dalej nie ustalono połączeń nerwowych w jego organizmie.
Ponadto cieszy się, bo dostała też bajkę urodzinową i B. stwierdziła, że Ise powinna roznosić ulotki w stanie wojennym, bo tak się konspirowała, że zaczęła ją podejrzewać o początki nerwicy.
Więcej Ise napisać nie potrafi. Ale należy jej to wybaczyć, bo jest już na wpół śpiąca.