To dziwna, kapryśna i niezrozumiała pani. Ise ufa jej bardzo często i to z różnym skutkiem. Czasem spełnia się w momentach najmniej oczekiwanych, gdy w zasadzie nie bardzo już się wierzyło. Za to zazwyczaj ma Ise zupełnie za nic w sprawach ważnych. Jednocześnie uparcie się jej trzyma, bezczelnie opowiadając bajki na dobranoc.
Bo tak na dobrą sprawę Ise już nie wierzy, że coś się zmieni. Owszem, jest kilka słów, które gdyby zostały wypowiedziane przez Niego mogłyby odmienić decyzję. Ale chyba nie wierzy, że to zrobi. Czasem wyobraża sobie, że myli się w tej kwestii i ... właśnie opowiada sobie takie bajki na dobranoc. Mimo to wie, że TA rozmowa musi się odbyć.
We wtorek wieczorem, gdy słuchała radia, odezwało się komórka: wrrr... brrr... try, try... szuu... diii... i zapalił się ekranik. Gdyby nie to ostatnie, Ise pewnie pomyślałaby, że coś ją znów robi w konia. Odebrała więc telefon i została powitana miłym: jak się masz? Później spytano ją o to, jak minęły jej święta i czy w Polsce zawsze jest śnieg. Po tej krótkiej, choć miłej rozmowie, znowu wpadła w dołek: dlaczego zadzwonił do niej amerykański mormon, z którym rozmawiała kiedyś o prorokach?! Dlaczego to nie był On?
Ise doskonale wie, że się męczy. Znowu. I być może znów bez sensu. Jednocześnie wspomina tych kilka chwil, kiedy była szczęśliwa. I naprawdę chciała (a może dalej chce, tylko nie do końca się do tego przyznaje), by trwało to dłużej. Żeby to było coś pewnego i pięknego. Czuć się bezpiecznie właśnie z nim. Spes una hominem nec morte relinquit? Tylko czy zechce się spełnić, czy znów będzie się śmiać?
27.3.08
15.3.08
Samochwała przed laptopem
Ise dnia 7 marca wybrała się na wydział teologiczny tytułem drugiego etapu OTK. Spędziła tam niemal cały dzień, bo od 8.30 do 14.30. Tak więc najpierw wypiła kawę w ciekawym i miłym towarzystwie, później pooglądała sobie aulę i została oficjalnie przywitana, a gdy szła pisać test, spotkała kilku znajomych. Niestety, z tym, z którym najbardziej jej zależało na rozmowie, nie porozmawiała – z braku czasu. Sam test Ise śmie twierdzić, że napisała nieźle – 35/60 pkt (zwłaszcza, że w zeszłym miała 21/81 pkt). Resztę dnia spędziła całkiem miło.
W niedzielę udało jej się zwiedzić Kazimierz. I znów było przyjemnie, choć początkowo nie zapowiadało się na to, jako że do Ise i jej Mamy przyczepiła się pewna osoba. Jednak później znalazła sobie kogoś innego, tak więc spokojnie mogły zwiedzać synagogi i siedzieć w kawiarniach.
Wczoraj natomiast miała egzamin z języka migowego. Najpierw musiała przeliterować kilka słów, następnie tłumaczyć pojedyncze słowa i całe zdania. Na końcu nie została spytana o wiek - czy miejsce zamieszkania - jak inni, a poproszoną ją o wymigania dni tygodnia i miesięcy. Kilka osób później podano wyniki. I tym sposobem Ise może cieszyć się piątką.
Dzisiaj w końcu udało jej się zrobić empanadę – jedno z najsmakowitszych dań, jakie jadła w Andaluzji. Może należałoby powiedzieć, że w zamierzeniu to miała być empanada. Jej pizza z farszem przykryta drugą pizzą nie przypominała za bardzo dużego niby pierogu z tuńczykiem. No cóż... może to wina przepisu. Choć dzisiejszy obiad nie był wcale taki zły.
Za chwilę może zabierze się do opowiadania. Pisać od razu raczej nie będzie, ale ułoży sobie plan, bo ostatnio bez tego nie potrafi tForzyć (sic!).
A po co o tym wszystkim pisze? Odpowiedź jest prosta – żeby podbudować sobie ego
W niedzielę udało jej się zwiedzić Kazimierz. I znów było przyjemnie, choć początkowo nie zapowiadało się na to, jako że do Ise i jej Mamy przyczepiła się pewna osoba. Jednak później znalazła sobie kogoś innego, tak więc spokojnie mogły zwiedzać synagogi i siedzieć w kawiarniach.
Wczoraj natomiast miała egzamin z języka migowego. Najpierw musiała przeliterować kilka słów, następnie tłumaczyć pojedyncze słowa i całe zdania. Na końcu nie została spytana o wiek - czy miejsce zamieszkania - jak inni, a poproszoną ją o wymigania dni tygodnia i miesięcy. Kilka osób później podano wyniki. I tym sposobem Ise może cieszyć się piątką.
Dzisiaj w końcu udało jej się zrobić empanadę – jedno z najsmakowitszych dań, jakie jadła w Andaluzji. Może należałoby powiedzieć, że w zamierzeniu to miała być empanada. Jej pizza z farszem przykryta drugą pizzą nie przypominała za bardzo dużego niby pierogu z tuńczykiem. No cóż... może to wina przepisu. Choć dzisiejszy obiad nie był wcale taki zły.
Za chwilę może zabierze się do opowiadania. Pisać od razu raczej nie będzie, ale ułoży sobie plan, bo ostatnio bez tego nie potrafi tForzyć (sic!).
A po co o tym wszystkim pisze? Odpowiedź jest prosta – żeby podbudować sobie ego
1.3.08
Notka bez tytułu, ale za to z treścią
Uczucia?
Jest ciemno, zimno i wieje. A Ise słucha The sound of silence i się nudzi. Bo kolejną sobotę spędza w domu sama. Niby jest z Nim, a nie jest. Trochę tak, jakby go wcale nie było. Ise czasem myśli, że po raz kolejny męczy się. I może to powinna uciąć raz na zawsze. Ale jednocześnie chce mieć nadzieję, że się myli i mu zależy. Wie, że powinna powiedzieć mu to osobiście, wszystko wyjaśnić. Ale boi się tej rozmowy.
Szkoła?
Szkoda gadać. Jeden wielki burdel. W każdym razie Ise najprawdopodobniej będzie sobie dojeżdżać do LO na 7.30, a nie na ósmą, bo zmienili godziny. I nie będzie wcale przez to kończyć wcześniej, bo nie ma jednej z sal. A w przyszłym roku może Ise uczyć ktoś inny WOS-u. Dlaczego? Inspektor Gradżet...
Inne?
Weszła ostatnio na wagę. I szybko z niej zeszła razem z kolejną obietnicą wzięcia się za siebie. Ale teraz Ise postanowiła to napisać, bo może tym razem rzeczywiście to zrobi. Być może ta notka podziała na nią jak jakieś oświadczenie – nie można się już wycofać, ale zrobić trzeba.
I tyle. Nie trzeba więcej pisać, bo i po co? Komentarze zostawia tylko Nika...
Ise kończy pisać, bo widzi, że zaczyna marudzić i kwękać.
Jest ciemno, zimno i wieje. A Ise słucha The sound of silence i się nudzi. Bo kolejną sobotę spędza w domu sama. Niby jest z Nim, a nie jest. Trochę tak, jakby go wcale nie było. Ise czasem myśli, że po raz kolejny męczy się. I może to powinna uciąć raz na zawsze. Ale jednocześnie chce mieć nadzieję, że się myli i mu zależy. Wie, że powinna powiedzieć mu to osobiście, wszystko wyjaśnić. Ale boi się tej rozmowy.
Szkoła?
Szkoda gadać. Jeden wielki burdel. W każdym razie Ise najprawdopodobniej będzie sobie dojeżdżać do LO na 7.30, a nie na ósmą, bo zmienili godziny. I nie będzie wcale przez to kończyć wcześniej, bo nie ma jednej z sal. A w przyszłym roku może Ise uczyć ktoś inny WOS-u. Dlaczego? Inspektor Gradżet...
Inne?
Weszła ostatnio na wagę. I szybko z niej zeszła razem z kolejną obietnicą wzięcia się za siebie. Ale teraz Ise postanowiła to napisać, bo może tym razem rzeczywiście to zrobi. Być może ta notka podziała na nią jak jakieś oświadczenie – nie można się już wycofać, ale zrobić trzeba.
I tyle. Nie trzeba więcej pisać, bo i po co? Komentarze zostawia tylko Nika...
Ise kończy pisać, bo widzi, że zaczyna marudzić i kwękać.
24.2.08
Gienkowa notka
Niiic cieeeekawegooo
Notka pisana tylko dlatego, że poprosił o nią Ar. Przy okazji dziękuje za soczek i czekoladę ^^.
Trudno stwierdzić, w jakim stanie jest teraz Ise. Ciągle ma huśtawki nastrojów. Może przenosić góry i wierzy, że Im się uda, a za godzinę we wszystko wątpi.
W szkole też średnio. O matematyce i chemii, a może zwłaszcza o tej ostatniej, lepiej nie mówić. Za to z hiszpańskiego jakby trochę lepiej. Ale Ise postara się już nie uczyć do drugiej w nocy, bo to mimo wszystko jest męczące.
Ostatnio się trochę ożywiła pod względem literackim. Napisała opowiadanie urodzinowe, spłodziło coś dziwnego jak Testament mój version1.2 i udziela się nieco na forum PDS. Jeszcze nie napisała nowej analizy, ani nie zabrała się za akcję PPM, ale chyba Nawczoraj zaczął działać (© by B.). Jednak od września nic nie narysowała.
Jeżeli chodzi o Niego, Ise nie wie. Po prostu nie wie. Ale musi sobie z tym poradzić, bo nikt za nią tego nie zrobi.
A Silna Wola dostaje za dużo pieniędzy i widzi za dużo drożdżówek. Ale ciiii... Nie mówcie o tym Nice.
9.2.08
Tragikomedia przedimprezowo-konspiracyjna w dwóch aktach prozą spisana
Akt I (gdzie Ise wyjaśnia, dlaczego jej źle)
Życie oczywiście pokomplikowało się. Już nawet nie chodzi o szkołę. Ise przychodzi do swojego elitarnego liceum i dowiaduje się nowych rzeczy: a to, że dla jej klasy istnieją cztery siatki godzin, powinni realizować rozszerzoną biologię – o czym nie wiedziała również biolożka – plan się zmieni na gorsze – bo była wicedyrektorka (a która okazała się inspektorem sanitarnym) wyłączyła z użytku dwie sale, o utworzenie której sama zabiegała...
Powoli przestaje ją to dziwić i ruszać.
Do tego dochodzi On. Ise nie wie, o co mu chodzi, czy naprawdę mu zależy i co ma teraz zrobić. Bo jej zależy, dla niej jest ważny i nie chce tego zaprzepaścić. Z drugiej strony nie chce się niepotrzebnie męczyć.
A wczoraj dowiedziała się, że matka chce dobierać jej znajomych. Bo ona „nie cierpi tej dziewczyny, jest nieodpowiedzialna, nic nie reprezentuje”. Nawet nie próbuje jej tłumaczyć, że nie ma racji, bo i tak wie, co usłyszy: jak ty się odzywasz, masz spuścić z tonu. Ise ma się uczyć, ma patrzeć prawa jazdy, że w domu znów palcem nie kiwnie, ma zakończyć z nią znajomość... Nie ważne, że średnią miała 4,18, że naprawdę pomaga w domu oraz jest dorosła i a wolną wolę. Dla mamy to powinna: iść do szkoły, wracać z piątkami, siadać od razu do lekcji (chyba najlepiej do wieczora), pomagać sprzątać, znowu komuś coś haftować, rozmawiać, nie szlajać się i iść spać. No, i najlepiej to przyprowadzić jakiegoś magistra. Tylko że Ise tak nie potrafi. Gdy wróci ze szkoły, to jest zmęczona, bo siedzi w liceum co najmniej do wpół do trzeciej i wraca godzinę jak nie dłużej. Kiedy w końcu dotrze do domu, nie może myśleć o szkole: musi zrobić coś odmóżdżającego. Uczy się o dziewiątej, dziesiątej – wtedy się skupia, uspokaja, jest cicho. Ale teraz o tych godzinach chyba będzie siedzieć na necie – nie będzie słyszeć gderania o tym, że się nie uczy, bo Matka pójdzie spać.
Najchętniej wyprowadziłaby się gdzieś daleko. Tylko pracę jakąś znajdzie, wynajmie coś z Niką i może z kimś jeszcze. I nikt nie będzie jej wmawiał czegoś, czego nie ma.
Akt II (gdzie Ise wyjaśnia, dlaczego czasem jest dobrze)
Choćby dzisiejszy dzień. Ise wraz z koleżankami organizowały B. imprezę urodzinową. O czym ta oczywiście nie wiedziała. A żeby nie dowiedziała się o niespodziance, należało ją wyciągnąć z domu. Tym zajęła się Ise, sprowadzając ją do swojego domu.
Poźniej wracała z nią autobusem na co sobotnie spotkanie całej Bandy, wykręcając się tym, że musi się spotkać z Niką i oddać książkę Potworowi. Następnie wysiadły trzy przystanki wcześniej, by przypadkiem nie być za wcześnie w domu B. Ise nagle załapała chęcią zwiedzania Kamionki, gdyż dostała wiadomość od reszty, że ma jeszcze zatrzymać solenizantkę. Instrukcja ta została powtórzona jeszcze dwa razy, dlatego też łaziły po jakiś bliżej nie znanych polach. B. najpierw spytała, kogo Ise unika, później stwierdziła, że jej nie rozumie i ją strasznie nosi. Ta natomiast odpowiedziała, że spacerem chce tylko odreagować. I że w domu jeszcze nikogo nie ma, bo by zadzwoniły. A nie zadzwoniły, więc albo ich nie ma, albo się jeszcze nie wkurzyły, w związku z czym mogą jeszcze połazić.
Trzeba było widzieć minę B., gdy wchodząc do domu zastała całą Bandę śpiewającą „Sto lat” i wznoszącą toasty szampanem.
Impreza była fajna – zeżarto tort zwany Józkiem, tosty, sałatkę z tuńczyka (robota Ise) i oczywiście raczono się szampanem oraz herbatą. Nie należy również zapomnieć o prezentach m. in. opowiadaniach. W kręgach zbliżonych do Ise tradycją stało się napisania teksty specjalnie dla solenizantki. Swój rzecz jasna kończyła tworzyć wczoraj w Macu, a przepisała go wczoraj krótko przed północą. Na imprezie miziano również Potwora. Niestety, dalej nie ustalono połączeń nerwowych w jego organizmie.
Ponadto cieszy się, bo dostała też bajkę urodzinową i B. stwierdziła, że Ise powinna roznosić ulotki w stanie wojennym, bo tak się konspirowała, że zaczęła ją podejrzewać o początki nerwicy.
Więcej Ise napisać nie potrafi. Ale należy jej to wybaczyć, bo jest już na wpół śpiąca.
Życie oczywiście pokomplikowało się. Już nawet nie chodzi o szkołę. Ise przychodzi do swojego elitarnego liceum i dowiaduje się nowych rzeczy: a to, że dla jej klasy istnieją cztery siatki godzin, powinni realizować rozszerzoną biologię – o czym nie wiedziała również biolożka – plan się zmieni na gorsze – bo była wicedyrektorka (a która okazała się inspektorem sanitarnym) wyłączyła z użytku dwie sale, o utworzenie której sama zabiegała...
Powoli przestaje ją to dziwić i ruszać.
Do tego dochodzi On. Ise nie wie, o co mu chodzi, czy naprawdę mu zależy i co ma teraz zrobić. Bo jej zależy, dla niej jest ważny i nie chce tego zaprzepaścić. Z drugiej strony nie chce się niepotrzebnie męczyć.
A wczoraj dowiedziała się, że matka chce dobierać jej znajomych. Bo ona „nie cierpi tej dziewczyny, jest nieodpowiedzialna, nic nie reprezentuje”. Nawet nie próbuje jej tłumaczyć, że nie ma racji, bo i tak wie, co usłyszy: jak ty się odzywasz, masz spuścić z tonu. Ise ma się uczyć, ma patrzeć prawa jazdy, że w domu znów palcem nie kiwnie, ma zakończyć z nią znajomość... Nie ważne, że średnią miała 4,18, że naprawdę pomaga w domu oraz jest dorosła i a wolną wolę. Dla mamy to powinna: iść do szkoły, wracać z piątkami, siadać od razu do lekcji (chyba najlepiej do wieczora), pomagać sprzątać, znowu komuś coś haftować, rozmawiać, nie szlajać się i iść spać. No, i najlepiej to przyprowadzić jakiegoś magistra. Tylko że Ise tak nie potrafi. Gdy wróci ze szkoły, to jest zmęczona, bo siedzi w liceum co najmniej do wpół do trzeciej i wraca godzinę jak nie dłużej. Kiedy w końcu dotrze do domu, nie może myśleć o szkole: musi zrobić coś odmóżdżającego. Uczy się o dziewiątej, dziesiątej – wtedy się skupia, uspokaja, jest cicho. Ale teraz o tych godzinach chyba będzie siedzieć na necie – nie będzie słyszeć gderania o tym, że się nie uczy, bo Matka pójdzie spać.
Najchętniej wyprowadziłaby się gdzieś daleko. Tylko pracę jakąś znajdzie, wynajmie coś z Niką i może z kimś jeszcze. I nikt nie będzie jej wmawiał czegoś, czego nie ma.
Akt II (gdzie Ise wyjaśnia, dlaczego czasem jest dobrze)
Choćby dzisiejszy dzień. Ise wraz z koleżankami organizowały B. imprezę urodzinową. O czym ta oczywiście nie wiedziała. A żeby nie dowiedziała się o niespodziance, należało ją wyciągnąć z domu. Tym zajęła się Ise, sprowadzając ją do swojego domu.
Poźniej wracała z nią autobusem na co sobotnie spotkanie całej Bandy, wykręcając się tym, że musi się spotkać z Niką i oddać książkę Potworowi. Następnie wysiadły trzy przystanki wcześniej, by przypadkiem nie być za wcześnie w domu B. Ise nagle załapała chęcią zwiedzania Kamionki, gdyż dostała wiadomość od reszty, że ma jeszcze zatrzymać solenizantkę. Instrukcja ta została powtórzona jeszcze dwa razy, dlatego też łaziły po jakiś bliżej nie znanych polach. B. najpierw spytała, kogo Ise unika, później stwierdziła, że jej nie rozumie i ją strasznie nosi. Ta natomiast odpowiedziała, że spacerem chce tylko odreagować. I że w domu jeszcze nikogo nie ma, bo by zadzwoniły. A nie zadzwoniły, więc albo ich nie ma, albo się jeszcze nie wkurzyły, w związku z czym mogą jeszcze połazić.
Trzeba było widzieć minę B., gdy wchodząc do domu zastała całą Bandę śpiewającą „Sto lat” i wznoszącą toasty szampanem.
Impreza była fajna – zeżarto tort zwany Józkiem, tosty, sałatkę z tuńczyka (robota Ise) i oczywiście raczono się szampanem oraz herbatą. Nie należy również zapomnieć o prezentach m. in. opowiadaniach. W kręgach zbliżonych do Ise tradycją stało się napisania teksty specjalnie dla solenizantki. Swój rzecz jasna kończyła tworzyć wczoraj w Macu, a przepisała go wczoraj krótko przed północą. Na imprezie miziano również Potwora. Niestety, dalej nie ustalono połączeń nerwowych w jego organizmie.
Ponadto cieszy się, bo dostała też bajkę urodzinową i B. stwierdziła, że Ise powinna roznosić ulotki w stanie wojennym, bo tak się konspirowała, że zaczęła ją podejrzewać o początki nerwicy.
Więcej Ise napisać nie potrafi. Ale należy jej to wybaczyć, bo jest już na wpół śpiąca.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
