29.11.08

O maturach próbnych

W tym miejscu miała się ukazać treść sztuki Matura próbna czyli dramat w trzech aktach na czterech aktorów. Jednak z powodu umarcia Autorki bloga na zgon zostaliśmy zmuszeni do odwołania premiery. Musimy się ograniczyć do zdawkowej informacji, iż niemal wszystkie zadania zostały rozwiązane, choć w dużej mierze była to radosna twórczość, gdyż układający arkusze maturalne nie wzięli pod uwagę, że nie wszystko zostało jeszcze przerobione.
Nie możemy jednak stwierdzić z całą pewnością, kiedy Autorka powróci do świata żywych. Zalecamy czekać cierpliwie.

Z poważaniem
Towarzystwo Lyterackie Sp. z o. o.
(czyli D.P., Zapał do Pracy, Niechciej oraz Nati)

17.11.08

Takie nic

Ise stwierdziła, że coś napisze, bo od prawie miesiąca już nie było nowej notki. Problem w tym, że nie bardzo wie o czym.
Niechciej dalej siedzi u Ise i niedługo chyba będzie zameldowany na stałe. Matura próbna za dziewięć dni, a przygotowań dalej nie ma. Sprawdziany też olewa, albo nie oddaje „comentario” z kultury hiszpańskiej, albo od miesiąca „umawia się” na napisanie testu z historii sztuki.
A dzisiaj sobie biegała po szkole w piżamce. W zasadzie jak reszta uczniów. Taki normalny dzień w liceum. *witamy reklamy* A jak się wejdzie na ten filmik i na niego zagłosuje, to Ise nie będzie musiała płacić za studniówkę *żegnamy reklamy*. I tak najprawdopodobniej będzie na niej sama, bo nie ma z kim niestety iść, ale to nic.
Jak na razie zachwyca się swoją miłością życia – Kubusiem. Jego ulubionym zajęciem jest spanie. Najchętniej na łóżku Ise. I w ogóle jest kochany. Pomysł wzięcia go do domu był naprawdę dobry. Zwłaszcza teraz, bo można się kimś zająć. Wiadomo, czego się po nim można spodziewać. Nie ma jakiś dziwnych wymagań, tylko chce, żeby się nim zajmować. Ise to odpowiada. Nawet bardzo.
Ostatnio udziela się bardziej rodzinnie niż towarzysko, choć zapowiadało się, że tych drugich spotkań będzie więcej. Może to jednak dobrze, bo nie wie, czy na pewno byłaby w stanie z kimś rozmawiać. Bo wspólni znajomi to czasem nie jest dobrze. Ise wie, że to mija z czasem i że oni jej nic przecież nie zrobili. Ale jednak...
I zrobiło się smętniej, niż miało być. Dlatego notka się kończy, a wersja oficjalna jest taka, że Ise musi się nauczyć rozbiorów zdań w gramatyce hiszpańskiej.

19.10.08

Miszmaszowo

Na dziś Ise przewidziała mały miszmasz, bo trochę się tego wszystkiego nazbierało. No to po kolei:

Bo jeśli chodzi o zdjęcia, to najlepiej z rodziną.

Ise miała do szkoły przynieść zdjęcia związane z kopalnią, żeby móc dostać bardzo łatwą i fajną ocenę z biologii. W tym celu odwiedziła dalszą rodzinkę i chciała sfotografować hałdę. Niestety baterie w jej aparacie padły i już myślała, że po ptokach. Szczęśliwie okazało się, że kuzynka jest w klasie fotograficznej i dysponuje odpowiednim sprzętem. I tym oto sposobem Ise zarobiła piątkę (więcej szczegółów udzielić nie może).


Szkoła w sobotę?

Wbrew pozorom może być fajnie. Pod warunkiem:
- że spotkanie jest z fantastycznym nauczycielem;
- nie odbywa się w szkole;
- dotyczy olimpiady;
- zbierze się jakieś dwadzieścia osób.
Rozmawiało się bardzo miło na interesujące tematy. A i atmosfera była przednia. Ise brakowało takiego spotkania i czeka na więcej.


Ach, gdzie są niegdysieysze chęci!

Ciągle nic jej się nie chce. Termin na skończenie opowiadania jest bliżej niż dalej. Do matury jeszcze nic nie umie (i nic z tym nie robi), a sprawdzianów w szkole pełno. I kolejny egzamin w piątek również nie nastraja optymistycznie. W każdym razie Ise chęci kupi. Oferty tradycyjnie proszę składać w komentarzach.

Artyzm!

Znów Ise spełnia się artystycznie, czyli powróciła do haftowania. Może się uspokoić i nie myśleć tyle. Poza tym znów może pochlapać sobie palce złotą farbą i pobawić się makaronami. Jeszcze trochę, a może weźmie się za szydełkowanie.

Więcej nie pamięta, za nic nie żałuje.

26.9.08

Powtórki z historii

I to pod różnymi względami. Ise powinna wziąć się do nauki, bo podobno ma jakieś egzaminy w maju... I ma pisać historię rozszerzoną i hiszpański dwujęzyczny czy cuś... Ale jak na razie wybrała temat prezentacji i jeśli nie będzie zbyt wielu chętnych do niego, to będzie sobie mówić o wyspach i tajemniczych światach.
Kot Łowny jest stworzeniem uroczym, które najchętniej by spało. Jednak jest „nieusłuchliwy” i zdaje się nie rozumieć niebezpieczeństwa wycieczek na poddasze, gdzie zawsze może go dorwać siostra Ise i zrobić mu stałą krzywdę fizyczną.
Próby zdobycia prawka są wciąż niestety wyczerpującą rzeczywistością.
Wena sobie poszła. A raczej jakiekolwiek chęci do pisania, a termin wysłania opowiadania na forum jest... zdecydowanie za wcześnie jak na aktualny stan psychiczny. Aczkolwiek pochwały klasy oraz nauczycieli tekstu opublikowane są oczywiście motywujące i mile widziane są dalsze.
A najważniejsza powtórka Ise okazała się beznadziejna. I znowu straciła na nią miesiąc (a może nawet trzy). Więcej nawet nie chce się pisać. W każdym razie obiecuje, że nie będzie trzeciej próby. Nie z kimś, kto odpowiada tylko „nie wiem”.

20.9.08

Czarny pech na czterech łapach

Kot Łowny przyjechał dziś do Ise o godzinie 9.00. Po wielu propozycjach imienia ostatecznie pozostawiono jego dotychczasowe. Czyli Kubuś. Cezar jeszcze się ustosunkował do nowego członka rodziny, aczkolwiek wydaje się, że nie ma kulinarnych zamiarów. Kubuś natomiast nie był zachwycony. Tęskni jeszcze za swoim starym domem, ale za kilka dni pewnie się to zmieni. Chyba odziedziczył jakiś talent pisarski, bo wykazuje żywe zainteresowanie klawiaturą.
A oto pierwsze słowa Kubusia:
5trmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm Zi1bo8888888888
]]]]]k bl;=k3

12.9.08

O poziomie krwi w cukrze

Poziom ten nigdy nie powinien być zbyt wysoki, ale jako że Ise jest na diecie, ostatnio zazwyczaj było więc wręcz odwrotnie. Wydarzyło się jednak kilka rzeczy, który uczyniły ten dzień słodkim:

- Ise jest w 1/3 drogi do Wagi, Którą Chciałaby Mieć (w dalszych notkach zwana w skrócie WKChM)
- Miała dzisiaj jazdy i Fantastyczny Instruktor zdradził jej przepis na zrobienie łuku
- Kupiła sobie niebieskie trampki z kokardkami (Ej, ty w trzecim rzędzie! Nie śmiej się!)
- Jest już prawie w posiadaniu Łownego Kota, który zostanie przyjęty na stanowisko łapacza myszy. Ani Ise ani jej Mama nie lubią gryzoni biegających po mikrofalówkach
- Kupiła sobie wreszcie piórnik i nie musi już przeszukiwać całego plecaka
- Była wczoraj na kabarecie Skeczów Męczących
- Została adoptowana przez Elfa. I w ten sposób spełniło się marzenie Ise o młodszej siostrzyczce
- Dostała z WOK-u piątkę i szóstkę za publikację

Z tychże powodów Ise wzięła sobie urlop okolicznościowy od diety i zmniejszyła poziom krwi w cukrze. Zjadła dziś (Nika może zanotować): drożdżówkę, KitKata, jogurt, gofra z owocami oraz wypiła dwie kawy z mlekiem, ale za to niesłodzone. Jutrzejszy dzień jednak nie będzie już taki.

Dzisiejszą notkę sponsorowała firma Słodycze Sp. z o. o.

1.9.08

Na specjalne życzenie

Jako że ostatnio Potwór wyraził oburzenie, że nie ma nowych notek, Ise postanowiła to naprawić. Akurat zbiegło się to z początkiem nowego roku, więc dziś będzie o szkole.
Po raz czwarty Ise witała 1 września w swoim elitarnym LO. I od razu zaczął się od sensacji. Przede wszystkim zmiany nauczycieli. Znów ma nowych, nieuży... eee... nieznanych Hiszpanów. Po raz kolejny zmienili jej nauczyciela z wuefu (domaga się zwrotu poprzedniej profesorki!), polonistkę (co było wiadome) oraz księdza (yes, yes, yes – nie żeby miała coś do poprzedniego, nudny był tylko). Poranne rozmowy z An będą chyba częstsze, gdyż Ise będzie sobie dojeżdżać na 7.30 i siedzieć gdzieś tak do 15.00.
Wizja matury jeszcze chyba nie dotarła w całej okazałości do Ise. Być może dlatego, że przed nią jeszcze egzamin z prawka. W czwartek, zdaje się że to khem, khem... -ty z kolei. Tak więc nie wychodzić z łóżek i trzymać kciuki! (mogą być u nóg)
I to by było tyle i początek roku minąłby całkiem spokojnie, gdyby nie pewne zaskoczenie. Nastał wielki come back... byłej polonistki Ise, która wróciła do swojej ukochanej klasy. A teraz dziewczyna idzie się pociąć, że to nie chodzi o jej klasę...


Dzisiejszy odcinek sponsorowały cyferki 1 oraz 9

14.8.08

Niespodziewajka

Ise coraz bardziej lubi pisanie. I chyba zadomowi się na dłużej (a przynajmniej by chciała) w sekcji literackiej ŚKF-u. Poznała tam bardzo ciekawych ludzi. Którzy nie bali się obalić władzy za pomocą ciasteczek. Taa... Ise lubi przewroty. Ponadto dzisiaj dotarł do niej autorski numer NF, czego się w ogóle nie spodziewała. Tak samo jak nie liczyła na to, że za swój tekst dostanie jakiekolwiek pieniądze.
Walka ze słodyczami trwa. Początkowo Ise wygrywała, choć ostatnio poniosła kilka porażek. Jednak to były tylko bitwy, a ostatecznie całą wojnę na pewno wygra Ise. Nie zamierza, by stare chińskie przysłowie - które mówi „Ciągle gubię zbędne kilogramy, ale one mnie wciąż doganiają” - dotyczyło jej osoby. *patetyczna muzyka w tle*
Ise bardzo lubi robótki ręczne, ostatnio zajęła się produkcją sakiewek na kości. Teraz tylko dojdzie do tego, jak posługiwać się szydełkiem, by uzyskać serwetki. A po maturze (albo i wcześniej) nauczy się szyć. Przecież tyle rzeczy już jej się udało.

31.7.08

Ach, kotem być!

Ise została opublikowana i oczywiście się rozleniwiła. A powodów do niepisania znajduje wiele – za zimno, za ciepło, za duszno, kawy/herbaty nie ma, przy wodzie nie umie, za głośno, muzyki nie ma odpowiedniej... Ale na pewno coś jeszcze napisze.
Jednak nie dziś – jest za gorąco i za duszno. Teraz Ise chciałaby być kotem. Leżeć w słońcu i się wygrzewać. Spać i niczym się nie przejmować. Od czau do czasu ktoś mógłby ją pogłaskać. A najchętniej rozłożyłaby się komuś na kolanach (Perwersja? Skądże)
I co z tego, że słońce już zaszło? Jutro pewnie znów będzie duszno, ciepło i sennie. Więc Ise znów zechce być kotem. Zwłaszcza że wtedy nie musiałaby odrobić swojej pańszczyzny, czyli cotygodniowego sprzątania.

27.7.08

Komunikat najuroczyściejszy na świecie

Komunikaty i ogłoszenia powinny być krótkie. Ise więc napisze krótko i proste. Jest dobrze. A nawet bardzo dobrze. Bo po pierwsze primo jedno z jej opowiadań zostało opublikowane. Po drugie primo dzisiaj była niedziela i pewne spotkanie (nie, Czytelnicy nie powinni się przejmować, jeśli tego ostatniego nie rozumieją). Poza tym pierwsze primo ma za miar uczcić. Jeszcze się zastanowi jak, ale na pewno niezbyt wystawnie. W końcu Ise jest biedną artystką...
Gratulacje przyjmuje w komentarzach, osobiście, mailem, przez gadu, listownie, smsem oraz telefonicznie.

15.7.08

Komunikat uroczysty

Alea iacta est

Chyba trwa dobra passa. Jak na razie Ise wszystko się udaje.
Primo: zdążyła napisać opowiadanie urodzinowe. Trochę pośpiesznie, bo musiała je stworzyć w dwa dni, ale jednak. Wszystkich recenzji jeszcze nie zna.
Secundo: zdała egzamin teoretyczny na prawko. Zrobiła jeden błąd, ale i tak jest dobrze. A podczas dzisiejszej jazdy nikogo nie przejechała. Może zda w końcu praktyczny?
Tertio: egzamin z języka migowego drugiego stopnia zaliczyła na piąteczkę. Podobno w przyszły poniedziałek dostanie świadectwo.
Quarto: jutro odbierze kosmetyki.
Wobec takich okoliczności (i kilku innych) Ise uroczyście oznajmia: nie je więcej słodyczy. I w ogóle zabiera się do pracy nad sobą, albowiem zaprawdę naprawdę powiada Wam: czas to już najwyższy, gdyż inaczej będzie płacz i zgrzytanie zębów. By nie myśleć o słodkim, będzie pić kawę, herbatę i pisać, pisać i jeszcze raz pisać. Amen.

1.7.08

Brak pomysłu na tytuł, czyli buuu...

Miało być dobrze, a jest nijako. Po raz kolejny Ise nie zdała prawka, Dni Mikołowa raczyły ją zrobić w jajo, a pewna rzecz odwlokła się co najmniej o miesiąc. Wszędzie szukają pracownika, ale na stałe. A chciałaby pracować raczej tylko przez wakacje. Istnieje pewne „prawdopodobność”, że jej tekstem będzie „ a może jeszcze frytki do tego?”. Ale nie bardzo w to wierzy, bo oczywiście szukają kogoś w pełni dyspozycyjnego, na stałe i z książeczką zdrowia. W każdym razie wszystko wyjaśni się w poniedziałek.
Poza tym nie potrafi zabrać się za napisanie opowiadania i nie znalazła jeszcze żadnego kwikogennego blogaska. Jej Silna Wola jeszcze nie wróciła. Ise obiecuje sobie, że od dziś nie je słodyczy. Po czym w tym samym dniu kupuje drożdżówkę stwierdzając, że ma zły nastrój i trzeba cukier sobie podwyższyć. A dietę zacznie od jutra. I tak w kółko.
Dobrze, że chociaż z M. się jakoś układa i wróciła do historii Ayame.
Aha, ptaki w okolicy wyczuły nieciekawy nastrój i popełniają samobójstwa. Jeden się utopił, a drugi rąbnął w szybę i skręcił kark.
A teraz Ise idzie się napić kakao i słuchać Gangu Olsena.
Edit:No tak, mylog jak zwykle w strefie czasowej „4.00-5.00, trwa konserwcja bazy danych”...
Coś jeszcze?

13.6.08

Słowa

Niby nic takiego. Ot, zbiór liter i głosek tworzący jakieś pojęcie abstrakcyjne. Potem zbiory się łączą w zdania. A zdania w rozmowy.
Niektóre peszą, zaskakują, zastanawiają albo dobijają. Ci, którzy są dla nas ważni, niby powinni o tym wiedzieć i unikać nieporozumień. Ale jak się okazują, nie zawsze.
Są słowa, które nie powinny padać. Gdy się o coś prosi ważnego w ważnej sprawie. A dostaje się odpowiedź taką, że człowiek powinien poczuć się jak ten marny robak, że w ogóle śmiał o to poprosić. Są teksty, które dobijają jeszcze bardziej. I rozmowy, po których nic się nie chce.
Dzięki, Z.

31.5.08

Bo imprezy nieurodzinowe są najlepsze

Jako że Ise miała urodziny w lutym, logiczne jest, że imprezę nieurodzinową urządziła w maju. I było bardzo sympatycznie. Aż dziw, że nie zostały wyrzucone. Bo Bandę najpierw słychać, a później widać... (nie, to nie jest aluzja, B.) Dostała moc życzeń, bo nigdy ich za wiele a także mistyczną Kostkę Przeznaczenia®. A herbatka pomarańczowa (bo Ise ostatnio ma fazę na pomarańczę) i książka również zostaną spożytkowane. Impreza odbyła się w pizzerii wraz z miłą sesją, choć świat nie bardzo trafił do Ise. Ale motyw męża należy jeszcze wykorzystać.
Jutrzejszy dzień zapowiada się miło. Byleby tylko nie spalić się na basenie, a będzie dobrze. Wróci do szkoły z lepszym humorem, a wyjdzie z (prawie) dobrymi ocenami. Bo geografia polską wbrew pozorem jest gorsza od hiszpańskiej. Ale to nic, przejmować się tym będzie później.

Edit:
A tak w ogóle to należą się Potworowi Oficjalne Podziękowania (przez duże "f" i "p" jeszcze większym) za korektę. Dalsza współpraca w tej kwestii jest mile widziana.
A poza tym moc życzeń dla małego Kuzynka, który wycwanił się i urodził się dzień przed 1 czerwca :*

27.5.08

Wyprawa w Alpy wyrskie i co z tego wynikło

Dziś Ise została wyciągnięta przez Nikę na rower. Cała impreza rozpoczęła się około godziny 10 rano. Wkrótce dzięki znakowi „Zakaz wjazdu za wyjątkiem dojazdu do posesji i alp” okazało się, że Alpy są pod nosem. Początkowo chciały jechać do Francji, ale ścieżka nie zachęcała do tego. Udały się więc w kierunku Szwajcarii, a zupełnym przypadkiem wylądowały w Tychach. Przejechały je wzdłuż i wszerz i w końcu trafiły na Paprocany. Tutaj narobiły ogólnej wiochy, ale i tak było fajnie.
Gorzej było już z powrotem. Jako że pewne części bolały, a droga do domu wydawała się niemiłosiernie długa, postanowiły wrócić autobusem. Niestety kierowca 137 raczył je wyrzucić, tak więc należało wymyślić coś. Pomysłem był dojazd pociągiem, ale dworzec był na drugim końcu miasta. Za radą tubylców wróciły do Wyr przez las. Myśl, że trzeba samemu dojechać i obietnica obiadu podtrzymywały je na duchu. Ogólnie z trzygodzinnej wycieczki zrobiła się wyprawa na cały dzień.
Ise dziękowała, że posłuchała Niki w sprawie czapki. Obecnie jest na etapie: kto odetnie ręcę albo nałoży więcej maślanki? Nogi jeszcze się nie odezwały. Ise zastanawia się tylko, jak będzie jutro. Bo musi wstać o szóstej, dotrzeć do szkoły i zdać ustny egzamin badania wyników. Chyba nie trzeba pisać, że jeszcze nic na niego nie umie?

20.5.08

Co się dzieje, gdy przychodzą do głowy debilne pomysły

Dziś rano Ise wybrała się do szkoły godzinę wcześniej niż powinna, a wszystko dlatego, że obiecała coś An. A zaczęło się od tego, że pewnego razu w autobusie obok nich zwolniło się wolne miejsce. Oczywiście każda z nich starała się być uprzejmiejsza i spierały się, która ma usiąść. W końcu pan w niebieskiej kurtce stwierdził: „A to ja usiądę”. Po czym usiadł.
Tutaj trzeba podkreślić, że pan ten bardzo często szarżuje przez pół zapchanego autobusu, bo właśnie dojrzał gdzieś wolne miejsce. Z tego powodu stał się Miłością Życia Ise oraz An. I obiecały sobie, że razem zgadają do Miłości Ich Życia. Tak więc dziś rano pan w niebieskiej kurtce został otoczony i zagadany. W zasadzie to Ise i An mówiły, a Miłość Ich Życia jedynie się przysłuchiwała. I przy okazji dowiedziały się, że owszem, słychać je zawsze w autobusie, „ale to miło tak czasem posłuchać, bo zawsze znajdą jakiś temat do rozmowy”.
Nauczyciele jak zawsze stwierdzili, że „trzeba koniecznie napisać ten sprawdzian”. A Ise wyjątkowo się nie chce uczyć, bo czeka ją jutro geografia, źle się czuje (niektóre dni powinny być ustawowo wolne od pracy i szkoły!), a tak w ogóle zastanawia się, czy znów przypadkiem nie popełniła nadinterpretacji rzeczywistości. Ale dopytywać nie będzie, tylko poczeka, bo nie chce psuć tego, co już jest. I może to idiotyczne, ale Ise z tym dobrze.

Edit:
Ise już wie, że cokolwiek by nie zrobiła, nie przebije jednej akcji autobusowej.
Wraca sobie spokojnie ze szkoły w środę, a trzech czy czterech panów za nią - w wieku zdaje się licealnym - (tutaj Potwór zakrywa oczka) nadmuchuje... lalkę z sex shopu.

14.5.08

Prawie jak Kandyd, czyli optymizm

Ise od pewnego czasu ma bardzo dobry humor. Może on zostać popsuty trochę jutrzejszą wywiadówką, ale oceny i tak nie są najgorsze. Jednak nie o szkole będzie dzisiejsza notka.
Prawie na 90% udały się dwie rzeczy. Pierwsza najprawdopodobniej zostanie zweryfikowana za kilka dni. Może i lepiej, że pewne sprawy potoczyły się tak, a nie inaczej. Druga też pewnie w zostanie potwierdzona najbliższym czasie, ale urzeczywistni się chyba najwcześniej w lipcu.
W każdym razie jest lepiej niż było. Sprawy idą ku lepszemu i Ise tak myśli, że może zda więc w końcu Bardzo Ważny Egzamin tudzież/lub odzyska Silną Wolę. Bo poszła sobie ona w tango i to niestety zagranicę. Ale istnieje możliwość, że odnajdzie ją A., który właśnie objeżdża pół Europy.
A teraz idzie się uczyć. Do angielskiego, który zdaniem Ise jest death oraz fizyki, która z kolei wydaje się przyjemniejsza.

6.5.08

Ogłoszenie

Niechcieja oddam natychmiast w czyjeś ręce. Jakiekolwiek. Ma brata Popsuja. Oboje bardzo towarzyscy, lubią ludzi. Niechciej jest wysoki, można pomylić go z lumpem (nie chodzi w białej sukmanie, B.), flegmatyczny. Popsuj za to jest żywym srebrem. W zestawie był też Nawczoraj, ale był się popsuł. Wymienię ich za jakąś obronę przeciwko potworowi – Braku Natchnienia. Oferty proszę składać w komentarzach.

2.5.08

Szybszy procesor raz

Na urodziny Ise ładnie prosi o szybszy procesor. Do mózgu. Bo najpierw coś robi, a dopiero potem myśli. Ostatnio próbowała sobie udowodnić, że wcale nic nie czuje. Że nie tęskni. Ale niedawno uświadomiła sobie, że jest wręcz odwrotnie. I tak naprawdę nie chce jutrzejszego spotkania. Jednak dała już słowo, a Ise nie lubi cofać słów. Teraz nie bardzo wie, jak się wykręcić, bo cokolwiek nie zrobi, nie będzie fair. Uświadomienie wprost będzie złamaniem obietnicy, ale dotrzymanie jej też nie jest najlepszym wyjściem. Bo cały czas będzie ich porównywać. Zresztą pójdzie tam od razu założywszy z góry, że jednak nie – jakikolwiek on by nie był.
Ise nie lubi siebie za brak konsekwencji.

20.4.08

Raport Plemiennej Rady Starszych

Dwa tygodnie temu odbyło się spotkanie Plemiennej Rady Starszych, by ustalić szczegóły w sprawie urodzin Hoshi. Plan działania został z grubsza ustalony, po czym Rada przeniosła się do naleśnikarni. Tam ku zdziwieniu Ise została zrugana za znęcanie się nad cukrem, „bo on jest dla klientów”. Zagadką pozostaje, kim była w tym momencie Ise.
W ramach wypełnienia specjalnej misji wybrania prezentu dla solenizantki, sklepy RPGowe i mangowe przeżyły najazd Ise, Niki oraz Potwora vel Złotka. Z tego tytułu zdaje się, że jeden miły pan M. omal nie stał na krawędzi załamania nerwowego. Po burzliwych naradach i debatowaniu, który kolor jest lepszy, prezent został wybrany i odłożony do czasu zaopatrzenia się w gotówkę. Dwa dni później wraz art-bookiem został on przekazany Ise, by został przyzwoicie zapakowany. Trochę pogłówkowała nad swoją misją i wymyśliła coś. Tak więc Hoshi musiała się trochę nabiedzić, by odkryć w końcu, że szary papier – na którym narysowano czerwonym flamastrem kwiatki – przewiązany kilkakrotnie złotą wstążką kryje w sobie... piękne, duże niebieskie kostki. W sam raz do jej kolekcji.
Poza utrwalaniem na tzw. taśmach prawdy (na komórce) mozolne odpakowywanie prezentu obejrzano dwa filmy: Moulin Rouge (wraz z kilkakrotnym oglądaniem sceny El tango de Roxanne) oraz Reinkarnacje. Pierwszy zachwycił i Ise chyba obejrzy go jeszcze kiedyś, a drugi okazał się być o wiele lepszym horrorem niżby się początkowo wydawało. Urodziny zakończyły się całkiem miło. Ise nie rozumie tylko, dlaczego przeważająca część Bandy nie lubi psów.
A tak w ogóle to teraz jest nieco lepiej.

9.4.08

Znów o tej pani z zielonymi oczami

Ise była głupia i naiwna. Nie wierzy się tej pani, ale zapomniała o tym. Przez trzy miesiące karmiła się snami. Jeszcze tydzień temu myślała, że będzie dobrze, wszystko się zmieni, a przynajmniej będzie lepiej. Tydzień temu o tej porze było cudownie. Nie napisała o tym od razu, bo nie chciała zapeszać.
Będzie sobie powtarzać, że jej też nie interesuje, co On myśli o niej. Będzie twarda. I będzie migowy, który już raz ją pozbierał.
Ale teraz chce być sama i zasnąć. Nie myśleć już o niczym innym. Nie wie, kto miał rację. Może wszyscy po trochu, może nikt. Wie tylko, że nie ufa się tej pani.

27.3.08

O tej pani z zielonymi oczami

To dziwna, kapryśna i niezrozumiała pani. Ise ufa jej bardzo często i to z różnym skutkiem. Czasem spełnia się w momentach najmniej oczekiwanych, gdy w zasadzie nie bardzo już się wierzyło. Za to zazwyczaj ma Ise zupełnie za nic w sprawach ważnych. Jednocześnie uparcie się jej trzyma, bezczelnie opowiadając bajki na dobranoc.
Bo tak na dobrą sprawę Ise już nie wierzy, że coś się zmieni. Owszem, jest kilka słów, które gdyby zostały wypowiedziane przez Niego mogłyby odmienić decyzję. Ale chyba nie wierzy, że to zrobi. Czasem wyobraża sobie, że myli się w tej kwestii i ... właśnie opowiada sobie takie bajki na dobranoc. Mimo to wie, że TA rozmowa musi się odbyć.
We wtorek wieczorem, gdy słuchała radia, odezwało się komórka: wrrr... brrr... try, try... szuu... diii... i zapalił się ekranik. Gdyby nie to ostatnie, Ise pewnie pomyślałaby, że coś ją znów robi w konia. Odebrała więc telefon i została powitana miłym: jak się masz? Później spytano ją o to, jak minęły jej święta i czy w Polsce zawsze jest śnieg. Po tej krótkiej, choć miłej rozmowie, znowu wpadła w dołek: dlaczego zadzwonił do niej amerykański mormon, z którym rozmawiała kiedyś o prorokach?! Dlaczego to nie był On?
Ise doskonale wie, że się męczy. Znowu. I być może znów bez sensu. Jednocześnie wspomina tych kilka chwil, kiedy była szczęśliwa. I naprawdę chciała (a może dalej chce, tylko nie do końca się do tego przyznaje), by trwało to dłużej. Żeby to było coś pewnego i pięknego. Czuć się bezpiecznie właśnie z nim. Spes una hominem nec morte relinquit? Tylko czy zechce się spełnić, czy znów będzie się śmiać?

15.3.08

Samochwała przed laptopem

Ise dnia 7 marca wybrała się na wydział teologiczny tytułem drugiego etapu OTK. Spędziła tam niemal cały dzień, bo od 8.30 do 14.30. Tak więc najpierw wypiła kawę w ciekawym i miłym towarzystwie, później pooglądała sobie aulę i została oficjalnie przywitana, a gdy szła pisać test, spotkała kilku znajomych. Niestety, z tym, z którym najbardziej jej zależało na rozmowie, nie porozmawiała – z braku czasu. Sam test Ise śmie twierdzić, że napisała nieźle – 35/60 pkt (zwłaszcza, że w zeszłym miała 21/81 pkt). Resztę dnia spędziła całkiem miło.
W niedzielę udało jej się zwiedzić Kazimierz. I znów było przyjemnie, choć początkowo nie zapowiadało się na to, jako że do Ise i jej Mamy przyczepiła się pewna osoba. Jednak później znalazła sobie kogoś innego, tak więc spokojnie mogły zwiedzać synagogi i siedzieć w kawiarniach.
Wczoraj natomiast miała egzamin z języka migowego. Najpierw musiała przeliterować kilka słów, następnie tłumaczyć pojedyncze słowa i całe zdania. Na końcu nie została spytana o wiek - czy miejsce zamieszkania - jak inni, a poproszoną ją o wymigania dni tygodnia i miesięcy. Kilka osób później podano wyniki. I tym sposobem Ise może cieszyć się piątką.
Dzisiaj w końcu udało jej się zrobić empanadę – jedno z najsmakowitszych dań, jakie jadła w Andaluzji. Może należałoby powiedzieć, że w zamierzeniu to miała być empanada. Jej pizza z farszem przykryta drugą pizzą nie przypominała za bardzo dużego niby pierogu z tuńczykiem. No cóż... może to wina przepisu. Choć dzisiejszy obiad nie był wcale taki zły.
Za chwilę może zabierze się do opowiadania. Pisać od razu raczej nie będzie, ale ułoży sobie plan, bo ostatnio bez tego nie potrafi tForzyć (sic!).
A po co o tym wszystkim pisze? Odpowiedź jest prosta – żeby podbudować sobie ego

1.3.08

Notka bez tytułu, ale za to z treścią

Uczucia?
Jest ciemno, zimno i wieje. A Ise słucha The sound of silence i się nudzi. Bo kolejną sobotę spędza w domu sama. Niby jest z Nim, a nie jest. Trochę tak, jakby go wcale nie było. Ise czasem myśli, że po raz kolejny męczy się. I może to powinna uciąć raz na zawsze. Ale jednocześnie chce mieć nadzieję, że się myli i mu zależy. Wie, że powinna powiedzieć mu to osobiście, wszystko wyjaśnić. Ale boi się tej rozmowy.
Szkoła?
Szkoda gadać. Jeden wielki burdel. W każdym razie Ise najprawdopodobniej będzie sobie dojeżdżać do LO na 7.30, a nie na ósmą, bo zmienili godziny. I nie będzie wcale przez to kończyć wcześniej, bo nie ma jednej z sal. A w przyszłym roku może Ise uczyć ktoś inny WOS-u. Dlaczego? Inspektor Gradżet...
Inne?
Weszła ostatnio na wagę. I szybko z niej zeszła razem z kolejną obietnicą wzięcia się za siebie. Ale teraz Ise postanowiła to napisać, bo może tym razem rzeczywiście to zrobi. Być może ta notka podziała na nią jak jakieś oświadczenie – nie można się już wycofać, ale zrobić trzeba.

I tyle. Nie trzeba więcej pisać, bo i po co? Komentarze zostawia tylko Nika...
Ise kończy pisać, bo widzi, że zaczyna marudzić i kwękać.

24.2.08

Gienkowa notka

Niiic cieeeekawegooo

Notka pisana tylko dlatego, że poprosił o nią Ar. Przy okazji dziękuje za soczek i czekoladę ^^.
Trudno stwierdzić, w jakim stanie jest teraz Ise. Ciągle ma huśtawki nastrojów. Może przenosić góry i wierzy, że Im się uda, a za godzinę we wszystko wątpi.
W szkole też średnio. O matematyce i chemii, a może zwłaszcza o tej ostatniej, lepiej nie mówić. Za to z hiszpańskiego jakby trochę lepiej. Ale Ise postara się już nie uczyć do drugiej w nocy, bo to mimo wszystko jest męczące.
Ostatnio się trochę ożywiła pod względem literackim. Napisała opowiadanie urodzinowe, spłodziło coś dziwnego jak Testament mój version1.2 i udziela się nieco na forum PDS. Jeszcze nie napisała nowej analizy, ani nie zabrała się za akcję PPM, ale chyba Nawczoraj zaczął działać (© by B.). Jednak od września nic nie narysowała.
Jeżeli chodzi o Niego, Ise nie wie. Po prostu nie wie. Ale musi sobie z tym poradzić, bo nikt za nią tego nie zrobi.
A Silna Wola dostaje za dużo pieniędzy i widzi za dużo drożdżówek. Ale ciiii... Nie mówcie o tym Nice.

9.2.08

Tragikomedia przedimprezowo-konspiracyjna w dwóch aktach prozą spisana

Akt I (gdzie Ise wyjaśnia, dlaczego jej źle)

Życie oczywiście pokomplikowało się. Już nawet nie chodzi o szkołę. Ise przychodzi do swojego elitarnego liceum i dowiaduje się nowych rzeczy: a to, że dla jej klasy istnieją cztery siatki godzin, powinni realizować rozszerzoną biologię – o czym nie wiedziała również biolożka – plan się zmieni na gorsze – bo była wicedyrektorka (a która okazała się inspektorem sanitarnym) wyłączyła z użytku dwie sale, o utworzenie której sama zabiegała...
Powoli przestaje ją to dziwić i ruszać.
Do tego dochodzi On. Ise nie wie, o co mu chodzi, czy naprawdę mu zależy i co ma teraz zrobić. Bo jej zależy, dla niej jest ważny i nie chce tego zaprzepaścić. Z drugiej strony nie chce się niepotrzebnie męczyć.
A wczoraj dowiedziała się, że matka chce dobierać jej znajomych. Bo ona „nie cierpi tej dziewczyny, jest nieodpowiedzialna, nic nie reprezentuje”. Nawet nie próbuje jej tłumaczyć, że nie ma racji, bo i tak wie, co usłyszy: jak ty się odzywasz, masz spuścić z tonu. Ise ma się uczyć, ma patrzeć prawa jazdy, że w domu znów palcem nie kiwnie, ma zakończyć z nią znajomość... Nie ważne, że średnią miała 4,18, że naprawdę pomaga w domu oraz jest dorosła i a wolną wolę. Dla mamy to powinna: iść do szkoły, wracać z piątkami, siadać od razu do lekcji (chyba najlepiej do wieczora), pomagać sprzątać, znowu komuś coś haftować, rozmawiać, nie szlajać się i iść spać. No, i najlepiej to przyprowadzić jakiegoś magistra. Tylko że Ise tak nie potrafi. Gdy wróci ze szkoły, to jest zmęczona, bo siedzi w liceum co najmniej do wpół do trzeciej i wraca godzinę jak nie dłużej. Kiedy w końcu dotrze do domu, nie może myśleć o szkole: musi zrobić coś odmóżdżającego. Uczy się o dziewiątej, dziesiątej – wtedy się skupia, uspokaja, jest cicho. Ale teraz o tych godzinach chyba będzie siedzieć na necie – nie będzie słyszeć gderania o tym, że się nie uczy, bo Matka pójdzie spać.
Najchętniej wyprowadziłaby się gdzieś daleko. Tylko pracę jakąś znajdzie, wynajmie coś z Niką i może z kimś jeszcze. I nikt nie będzie jej wmawiał czegoś, czego nie ma.

Akt II (gdzie Ise wyjaśnia, dlaczego czasem jest dobrze)

Choćby dzisiejszy dzień. Ise wraz z koleżankami organizowały B. imprezę urodzinową. O czym ta oczywiście nie wiedziała. A żeby nie dowiedziała się o niespodziance, należało ją wyciągnąć z domu. Tym zajęła się Ise, sprowadzając ją do swojego domu.
Poźniej wracała z nią autobusem na co sobotnie spotkanie całej Bandy, wykręcając się tym, że musi się spotkać z Niką i oddać książkę Potworowi. Następnie wysiadły trzy przystanki wcześniej, by przypadkiem nie być za wcześnie w domu B. Ise nagle załapała chęcią zwiedzania Kamionki, gdyż dostała wiadomość od reszty, że ma jeszcze zatrzymać solenizantkę. Instrukcja ta została powtórzona jeszcze dwa razy, dlatego też łaziły po jakiś bliżej nie znanych polach. B. najpierw spytała, kogo Ise unika, później stwierdziła, że jej nie rozumie i ją strasznie nosi. Ta natomiast odpowiedziała, że spacerem chce tylko odreagować. I że w domu jeszcze nikogo nie ma, bo by zadzwoniły. A nie zadzwoniły, więc albo ich nie ma, albo się jeszcze nie wkurzyły, w związku z czym mogą jeszcze połazić.
Trzeba było widzieć minę B., gdy wchodząc do domu zastała całą Bandę śpiewającą „Sto lat” i wznoszącą toasty szampanem.
Impreza była fajna – zeżarto tort zwany Józkiem, tosty, sałatkę z tuńczyka (robota Ise) i oczywiście raczono się szampanem oraz herbatą. Nie należy również zapomnieć o prezentach m. in. opowiadaniach. W kręgach zbliżonych do Ise tradycją stało się napisania teksty specjalnie dla solenizantki. Swój rzecz jasna kończyła tworzyć wczoraj w Macu, a przepisała go wczoraj krótko przed północą. Na imprezie miziano również Potwora. Niestety, dalej nie ustalono połączeń nerwowych w jego organizmie.
Ponadto cieszy się, bo dostała też bajkę urodzinową i B. stwierdziła, że Ise powinna roznosić ulotki w stanie wojennym, bo tak się konspirowała, że zaczęła ją podejrzewać o początki nerwicy.
Więcej Ise napisać nie potrafi. Ale należy jej to wybaczyć, bo jest już na wpół śpiąca.

31.1.08

Notka nieurodzinowa, ale za to wigilijna

Ledwo przyzwyczaiłem się do wczorajszego dnia, a już jest dziś

Tak się jakoś Ise zebrało na refleksje. Już za kilka godzin po raz kolejny urodzi się – w tym roku akurat dziewiętnasty. Znowu minął rok, do Ise dotarło kilka nowych rzeczy. Nie odkryła rzecz jasna Ameryki - dla innych mogłyby się wydawać one oczywiste. Jednak dla niej są nowe.
Czasem było lepiej, czasem gorzej. Bywało i tak, że nie chciała się budzić przez bardzo długi czas. Ise przez ten rok dojrzała – nie dużo, ale jednak. Zresztą ciągle „rośnie” i będzie „rosnąć” przez całe życie. Dużo o sobie się dowiedziała i nie zawsze ta wiedza ją ucieszyła. Ise jest jednak ciekawa, co jeszcze nie odkryła w sobie i wokół siebie...
Pewnie z każdym rokiem będzie odkrywać, jaka była naiwna, może głupia w poprzednim”wieku” - gdy miała czternaście lat, wydawało jej się, że wie wszystko i jest najlepsza. A potem dotarło do niej, że wcale tak nie było i nie jest. I nie będzie. Tyle dobrze, że chociaż zdaje sobie z tego sprawę.
Ledwo przyzwyczaiła się do swoich osiemnastu lat, a teraz przyjdzie jej żyć z jeszcze jednym rokiem. Zastanawia się, jaki on będzie – lepszy czy gorszy? Wie, że na pewno inny. Jak na razie cieszy się z poprzedniego – udzielił jej kilka lekcji, nie zawsze przyjemnych. Ale to w nim narodziły się dwie wspaniałe relacje. Chce, by trwały jak najdłużej. Nie chciałaby jednak nikogo skrzywdzić.
Ise inaczej wyobrażała sobie tę notkę. Tak samo jak rok swojej osiemnastki. Jednakże nie żałuje ich obecnego wyglądu.

22.1.08

Gdy myślenie boli

Tak, wbrew pozorom myślenie boli. Zwłaszcza nocą, gdy człowiek rozmyśla i nie potrafi zasnąć. Ise nie lubi, gdy nie wie, co jest grane. Przychodzą wtedy wątpliwości i podsuwają wyjaśnienia. A nie są one zazwyczaj miłe. Są te banalne – że nie ma po prostu pieniędzy, a komputer lub internet jest zepsuty. Tylko że one zwykle mają słabiutki i cichutki głos. Człowiek więc rozważa inne „moża”: A może zrobiłem coś źle, a może drugiej osobie nie zależy, a może to nie ma sensu...
Powtarzają Ci: nie panikuj. Tylko trudno to wykonać, chociażby się chciało. Człowiek próbuje zapomnieć, chce już po prostu zasnąć, ale „moża” nie chcą odejść. Pozostają i wybudzają Cię gdzieś o czwartej nad ranem. Włączasz komputer, sam nie wiedząc po co, a po pięciu minutach znów kładziesz się spać. Budzisz się rano, a żadnej wiadomości dalej nie masz. Nie potrafisz się na niczym skupisz.
Najgorsze jest to, że za kilka godzin Ise już nie będzie zależało i będzie chciała wszystko zakończyć. Tylko że znów przyjdzie wieczór. I znów Ise będzie chciała się przytulić - leżąc w łóżku odwróci się i odkryje banalny, okrutny fakt: że Jego tu nie ma.

18.1.08

Miziu miziu i uwaga o Panice

Jest lepiej. To Ise już wie. Wie też mniej więcej na czym stoi. Chce też, żeby było lepiej i nie pogubić się w tym wszystkim. Jeszcze nie bardzo wie, jak to zrobić, ale myśli, że sobie poradzi.
Przy okazji dziękuje za zaufanie, zwłaszcza I. Ma nadzieję, że choć trochę pomogła i powtarza jeszcze raz: będzie dobrze. Musi też przeprosić Nikę. Chce tylko się usprawiedliwić, że na katowickich autobusach to ona się nie zna i naprawdę nie sądziła, że autobus dalej nie pojedzie.
Tak więc dnia wczorajszego Plemienna Rada Starszych zebrała się i uradziła. Co uradziła jest rzeczą na razie ściśle tajną. Aczkolwiek cała reszta już nie. Tak więc wczoraj Ise miziała Potwora papierkiem po nosie, w związku z czym obie wyżej wymienione osoby dostały głupawki. Potem Nika miziała Potwora, ale już bez papierka i nie po nosie. A przed, między i po delektowały się wszystkie lekturą przygód WP, Mżonki oraz Dziedzica. Ise do domu wróciła z nowym guru – z Pruskym oraz jego książką.
I takie zebrania lubi. Nie lubi natomiast Paniki. Jest ona młodą kobietą o obgryzionych paznokciach i dużych oczach. Co ciekawe przychodzi tylko wtedy, gdy chodzi o ludzi. Ise może spokojnie podejść do największej bestii - zaślinionej i merdającej ogonem - tylko po to, żeby ją pogłaskać. Chwilę później, gdy idzie sama wieczorem i usłyszy kroki za sobą, przychodzi Panika. Na razie nie jest ona uciążliwa. Ale nie chciałaby, żeby więcej rosła.
Ma ona w zwyczaju robić z igły widły. Wracając pewnego wieczoru do domu, wróciła też i Panika. Ise wkłada spokojnie klucz do górnego zamka i okazuję się, że klucz do nie końca nie wchodzi, w związku z czym drzwi otwierać nie ma zamiaru. Niezrażona próbuje z dolnym zamkiem. Niestety, jest zamknięte u góry. I wtedy Ise dochodzi do wniosku, że Rodziciele wyrzucili wyrodną córkę z domu, zmieniając zamki. Już prawie chce wracać do Niego, kiedy wpada na genialny pomysł, iż może wejść do domu przez piwnicę. Jednakowoż plan genialny się nie powodzi z małego, acz ważnego szczegółu – piwnica również jest zamknięta. Musi więc skorzystać z cudownego urządzenia zwanego domofonem i poprosić Rodzicieli o umożliwienie jej wejścia do domu. A wszystko to gdyż klucz Ise do górnego zamka był się zepsuł.
Na koniec notki – co wcale nie oznacza, że jest to najmniej ważne – chce przeprosić M. - za to, że była może niezręczna, uciążliwa. I żałuje, że rozmowy na GG nie kleją się. Być może nie da się tego zmienić, ale chciałaby, żeby było inaczej. Nie wie nawet, czy M. to przeczyta i czy się domyśli, że chodzi o niego. I może powinna zrobić w to inne sposób, ale Ise inaczej boi się. I jeszcze życzy mu wszystkiego najlepszego

11.1.08

O odpukiwaniu w (nie)malowane drewno na zielono

Spes quidem fallax, sed tamen apta dea est

Wbrew temu, co Ise nie tak dawno myślała, święta i Sylwestra przeżyła, ciesząc się nawet, że pewnej osoby tam nie było. Trudno, coś się skończyło. Zresztą nawet nigdy się nie zaczęło, ale Ise musiała dojrzeć do tego przez prawie cztery miesiące. I znowu okazało się, że starsi mają rację: Surfer, A. - czekanie też jest dobrym systemem. A i pan Marek nie mylił się, mówiąc o dniach nieznanych.
Ise życzyła sobie tylko, żeby 2008 rok był lepszym rokiem. I na razie się na to zapowiada. Boi się jedynie, żeby "coś" zbyt szybko się nie skończyło i nie pomyliła się. Być może to tylko ulubione jej zajęcie: wymyślanie problemów i może kiedyś z tego wyrośnie. Na razie jest zielono i szmaragdowo. A co inni - z pewnymi wyjątkami - będą mówić, niewiele ją to obchodzi.
Ciągle uczy się czegoś nowego. Ostatnio niestety lekcje nie były przyjemne - niedyskrecja nigdy do miłych zjawisk nie należała. Przekonała się też, że czasem też trzeba bardziej nalegać i przekonywać. No cóż, metoda nauki na błędach jest najskuteczniejsza. Są też jednak i milsze lekcje. Tak więc Ise uczy się Jego, ale również i siebie.
Wierzy, że będzie dobrze. W szkole nawet jej dobrze idzie, udało jej się przejść do następnego etapu olimpiady, średnia całkiem fajna. Niby narzekać nie można, ale mimo wszystko chciałaby coś napisać, a jak na razie nie widać ani Zapału, D.P., Nati, ani nawet Wena na herbatkę nie wpadnie.
Ale system czekania raz zadziałał, więc może zadziała i teraz?